W Starej Wsi byliśmy ponad rok temu. To był wspaniały wyjazd. Przypominamy go, bo dla wielu  ćwiczenie Karate-dō to nie tylko pojawienie się w sali treningowej, ale także udział we wszystkich aktywnościach proponowanych przez macierzysty klub oraz Związek Sportowy Polska Federacja Karate-dō Tsunami.

Przypominamy o tym z wielu różnych powodów. Chociażby dlatego, że pandemia spowodowała lekkie  zatrzymanie… wszelkich działań szkoleniowych. Nie tylko naszych, ale chyba ogólnie – całego sportu. Pamiętajcie #zostanwdomu…

W tym wyjeździe wzięło udział dużo osób, które po raz pierwszy pojawiły się w programie DŌJŌ. Warto było zobaczyć ich miny, kiedy przekroczyliśmy bramę wjazdową. Pierwsze wrażenie zrobiła architektura. Wszystko w stylu wioski japońskiej. Cały kompleks położony na wzgórzu, na szczycie którego górował główny i największy budynek, mieszczący sale treningowe dōjō.

Oczy wszystkich skierowane na domki, w których przyszło nam zakwaterować się. O tym jednak już innym razem.

Brałem udział we wszystkich wyjazdach – mówi sensei Mirosław Pawliński 2 dan – może dlatego, że odpowiadałem w całości za ich zorganizowanie. Jednak ten wyjazd był wyjątkowy. Po raz pierwszy rozluźniliśmy zasady udziału wyjazdu, po to, by więcej osób mogło się przekonać o czym mówiliśmy przez wiele miesięcy.

A treningi w takiej atmosferze przebiegały wyjątkowo sprawnie. Na pewno duże wrażenie ośrodek wywołał na senpai Robercie, który tym razem dał się namówić na tak wspaniałą wycieczkę. Zresztą poprowadził kilka zajęć, które utkwiły wszystkim w pamięci. Między innymi te, poświęcone tai-chi czy innej, ciekawej formie podejścia do treningu kihon-kumite.

Jednym z najprzyjemniejszych momentów był wschód słońca… uwieczniony zresztą na zdjęciach sensei Mirosława. Wszyscy zastanawiają się, czy wyjazdy do Starej Wsi jeszcze się powtórzą. Odpowiedź jest banalna. Oczywiście, że tak. Trochę cierpliwości, treningu, zaangażowania i tego czegoś, co powoduje, że stawiamy się na treningu … zawsze punktualnie.