Jerzy jest naszym najstarszym studentem w Uczniowskim Klubie Sportowym Karate-dō w Warszawie. Choć słowo najstarszym można jedynie przywiązać do wieku. Niestety w przypadku Jerzego, wiek absolutnie nie ma żadnego znaczenia. Duchem, mentalnie chyba wszyscy w klubie mogą jedynie pozazdrościć Jerzemu. To prawdziwy zaszczyt i przyjemność razem ćwiczyć. A Jerzy… cóż, posiada wiele różnych talentów i pasji. O treningu Karate, swojej przygodzie z dozą lekkiego humoru pisze tak…

Do klubu Karate trafiłem za sprawą syna. Chodził wówczas do trzeciej klasy podstawówki i – jak większość chłopaków w jego wieku – chciał być rycerzem Jedi, lub kimś w tym rodzaju. Ponieważ poważna wada wzroku czasami utrudniała mu prawidłową orientację w przestrzeni, pomyślałem, że to może i dobrze.

Karate to przecież świetna szkoła koordynacji ciała i umysłu. A dopiero później sztuka walki. Przy okazji i ja się wciągnąłem w rytm treningów.

Jerzy Uszyński z synem podczas jednego z treningów w Warszawie

Przez kilka lat regularnie chodziliśmy razem. Później syn, przygnieciony ciężarem obowiązków w końcowych klasach podstawówki, zrezygnował. A może, po prostu, nastąpiło zmęczenie materiału. Ja w klubie zostałem.